Zielone wzgórza daleko już.
Na butach osiadł podmiejski kurz.
Dni jak zapałki gasną.
Noc chwilę trwa, coraz trudniej zasnąć.
Za myślą myśl na oślep gna.
Znowu tam, znowu tam, znowu tam.
Okruchy wspomnień jak wartki nurt:
Już kwitną sady, już pachnie miód,
Dom pochylony nisko
Pod słońcem dnia. A tu obce wszystko
I nawet wiatr inaczej gra -
Jesteś sam, jesteś sam, jesteś sam.
Próbuj sam
Przez trudne lata przejść.
Z nadzieją serce nieś,
Nie żałuj strat.
Próbuj sam
Nie patrzeć teraz wstecz.
Bierz życie jakie jest.
Przed tobą świat.
Bądź dobrej myśli, śnij lepsze sny.
Nie twoje miasto otworzy drzwi -
I nagle ponad głową
Zatańczy ptak, znajdziesz dobre słowo,
Przyjazną dłoń, zgubiony ślad -
Zaczniesz żyć, zaczniesz żyć, zaczniesz żyć.
Próbuj sam
Przez trudne lata przejść.
Z nadzieją serce nieś,
Nie żałuj strat.
Próbuj sam
Nie patrzeć teraz wstecz.
Bierz życie jakie jest.
Przed tobą świat.
Prędzej strop stawiajcie, cieśle,
Dajcie wiechę na dach.
Już niedługo, panno młoda,
Staniesz ze mną w tych drzwiach.
Tylko pochyl nisko głowę,
Nim Cię wniosę przez próg.
Niech do domu przyjdzie szczęście,
Przyjdzie szczęście w tym dniu.
Niech nam czułą będzie noc.
Niech nam świecą ognie gwiazd.
Niech nas słońcem zbudzi świt
Tego dnia.
Niech się dłuższym stanie dzień.
Niech na wszystko będzie czas.
Naszym gościem cały świat
Tego dnia.
Tyle życzeń, tyle kwiatów,
Tyle kształtów i barw,
Tyle najpiękniejszych marzeń
Spełni się tego dnia.
Słońce się nad ziemią chyli,
W dzikim winie gra wiatr.
Bocian lot nad domem zniża -
Wybrał sobie nasz dach.
Niech nam czułą będzie noc.
Niech nam świecą ognie gwiazd.
Niech nas słońcem zbudzi świt
Tego dnia.
Niech się dłuższym stanie dzień.
Niech na wszystko będzie czas.
Naszym gościem cały świat
Tego dnia.
[-instrum.-]
Przyjdę do Ciebie, niebieskooka,
Przyjdę do Ciebie, gdy będzie świt,
Żeby się ubić błękitem chabrów,
Żeby zrozumieć błękitne sny.
Bo moje oczy są granatowe,
Bo w moich oczach jest jeszcze cień,
Który mi kiedyś dziad mój zostawił,
Gdy rozstrzelany był każdy dzień. /bis
Przyjdę do Ciebie, niebieskooka,
Przyjdę do Ciebie w rozkwicie dnia,
Żeby popatrzeć w zwierciadło nieba,
Żeby dosięgnąć błękitu dna.
Bo moja oczy są granatowe,
Bo w moich oczach jest ciemność drzew,
Którą mi kiedyś dziad mój zostawił,
Gdy musiał nosić w plecaku gniew. /bis
Przyjdę do Ciebie, niebieskooka,
Przyjdę do Ciebie, w pogodny czas,
Żeby zrozumieć, że tam, wysoko,
Może być miliard zwyczajnych gwiazd.
Bo moje oczy są granatowe,
Bo w moich oczach granatów pęk,
Które mi kiedyś dziad mój zostawił,
Bym nigdy nie znał, co znaczy lęk.